mt_ignore

Fundusze europejskie: Co dalej z zastrzykiem pieniędzy dla polskiej gospodarki?

lolFundusze europejskie mocno wpłynęły na polską gospodarkę. Były jednym z czynników, który pozwolił Polsce uniknąć poważnych skutków kryzysu finansowego. Rozpoczęły się już negocjacje nad nowym siedmioletnim okresem finansowania. Parlament Europejski chce, aby jego głos był podczas tych negocjacji dobrze słyszalny.

Zdecydowana większość, bo aż 87 proc. Polaków uważa, że członkostwo ich kraju w Unii Europejskiej jest korzystne. To dużo więcej niż unijna średnia, która wynosi 62 proc. Takie wyniki przynosi najnowszy sondaż z cyklu Eurobarometru.

Członkostwo w UE wzmacnia gospodarkę

Ludzie, którzy doceniają członkostwo w UE, przede wszystkim wskazują na korzyści dla polskiej gospodarki. 46 proc. społeczeństwa wskazuje, że członkostwo w UE wpływa korzystnie na polski rozwój gospodarczy. 42 proc. wymienia też to, że integracja europejska otworzyła przed Polakami nowe możliwości zawodowe. 36 proc. natomiast podkreśla poprawę jakości życia. Nie dziwi więc, że gdyby teraz odbyło się referendum na temat członkostwa Polski w UE – 71 proc. Polaków zagłosowałoby za pozostaniem w Unii Europejskiej. Tylko 11 proc. byłoby temu przeciwnych.

To kolejne już badanie pokazujące, że Polacy należą do największych euroentuzjastów w całej UE. Członkostwo w tej organizacji postrzegają zatem zdecydowanie z perspektywy korzyści. Duża w tym zasługa funduszy europejskich, które płyną do kraju szerokim strumieniem, a część była przyznana nawet przed wejściem do UE. Polska jest największym w całej Unii beneficjentem polityki spójności. Pokazują to jasno dane liczbowe.

Jak podało niedawno Ministerstwo Finansów, saldo rozliczeń netto między Polską a budżetem UE przekroczyło w czerwcu 100 mld euro. Z unijnego budżetu do Polski trafiło 150,2 mld euro, polskie składki wyniosły zaś 49,3 mld euro. Do budżetu UE zwrócono zaledwie 169 mln euro. Środki te realnie pracują w polskiej gospodarce. Pomogły także Polsce dobrze poradzić sobie z kryzysem finansowym z przełomu poprzedniej i obecnej dekady.

„Zielona wyspa”

Gdy w 2008 r. kryzys finansowy uderzał w niemal wszystkie państwa członkowskie, Polska przez moment była jedynym w UE krajem, którego PKB się nie skurczył. Udało nam się uniknąć poważnej recesji, a rządząca wówczas koalicja PO-PSL mówiła o „zielonej wyspie”. Powodów tego, że Polska oparła się największej fali kryzysu gospodarczego było kilka. Popyt wewnętrzny utrzymał się na wysokim poziomie. Polacy się nie przestraszyli i nie ograniczyli konsumpcji. Posiadanie własnej waluty i jej niski kurs wspierały natomiast eksport. Ale swoją rolę odegrały także fundusze europejskie, które zasilały gospodarkę.

Wpływ funduszy europejskich

Zasiadający w Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego europoseł Jan Olbrycht (PO, EPL) widzi trzy główne elementy wpływu, jaki pieniądze z unijnego budżetu wywarły na Polskę od czasu wejścia do Unii Europejskiej. „Po pierwsze, to zasilenie polskiego rynku dużą ilością pieniędzy na inwestycje. Te pieniądze w istotny sposób ułatwiają inwestycje i znacznie zasilają budżety inwestycyjne. Po drugie, stanowią element lewarowania. Jeśli w jakąś inwestycję zaangażuje się pieniądze publiczne, a do tego pochodzące z zewnętrznego budżetu, to rośnie wówczas wiarygodność tego przedsięwzięcia. Mówią o tym także europosłowie z krajów bardziej rozwiniętych, czyli z państw płatników netto. Fundusze europejskie mogą otwierać wiele różnych drzwi” – przekonuje Olbrycht.

Jak dodaje, chodzi o jeszcze jeden element. „Trzeci wymiar to fakt, że fundusze europejskie niosą ze sobą instrumenty dotyczące planowania, ewaluacji czy kontrolowania wydatków. One zmieniły to, jak funkcjonuje administracja publiczna oraz sposób prowadzenia inwestycji czy kontrolowania ich realizacji. A to jest równie ważne, co same inwestycje. Obserwujemy w ostatnich latach wielką poprawę w tym obszarze. To się nam bardzo przydało” – podkreśla europoseł PO.

Nieobecność w strefie euro silną stroną?

Inny polski europoseł zasiadający w Komisji Budżetowej – Zbigniew Kuźmiuk (PiS, EKR) również widzi bardzo pozytywny efekt, jaki wywarły na polską gospodarkę fundusze europejskie. Nie upatruje w tym jednak istotnej przyczyny polskiej odporności na kryzys finansowy. „Wszystkie państwa otrzymywały wówczas fundusze europejskie. Nam przede wszystkim pomogło to, że nie byliśmy członkiem strefy euro. To był nasz amortyzator. Polską gospodarkę ciągnął wówczas eksport” – tłumaczy Kuźmiuk.

„Ale wpływ funduszy europejskich jest ogromny. Dzięki nim nadrabiamy zapóźnienia infrastrukturalne czy lepiej chronimy środowisko. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju (MIIR) opublikowało w ubiegłym roku analizę tego, jaki wpływ fundusze unijne miały np. na PKB. To było każdego roku co najmniej 0,5 punktu procentowego” – mówi europoseł PiS. Dane ministerstwa pokazują też inne aspekty. Dystans w kwestii PKB na głowę mieszkańca między Polską a średnią dla całej UE zmalał w latach 2004-2016 o 21 punktów procentowych. Największa w tym zasługa polityki spójności. Dzięki realizacji inwestycji współfinansowanych przez UE udało się stworzyć nawet 600 tys. nowych miejsc pracy. Spadło bezrobocie, a wzrosła wydajność pracy.

„Równie pozytywny wpływ te pieniądze mają na gospodarki krajów Europy Zachodniej. Te kraje są wprawdzie płatnikami netto, ale korzyści gospodarcze i tak odczuwają. W tym sensie są więc także biorcą. Na każdym euro wpłaconym do budżetu zyskują 80 eurocentów. Biorąc pod uwagę całą gospodarkę, też są więc beneficjentami tych funduszy” – dodaje.

Budżet UE na lata 2021-2027

Zbigniew Kuźmiuk widzi jednak pewne zagrożenie w zmianie koncepcji rozdysponowywania funduszy europejskich w nowych Wieloletnich Ramach Finansowych na lata 2021-2027. „Nacisk będzie mocniej położony na innowacje, nowe technologie czy kwestie klimatyczne. A tymczasem kraje naszego regionu wciąż mają luki w infrastrukturze. W tej twardej i tej społecznej” – mówi europoseł PiS.

Prace nad kształtem unijnego finansowania po 2020 r. trwają i dopiero w przyszłym roku wejdą w decydującą fazę. Ale już widać, że mogą to być najtrudniejsze od lat negocjacje nad nowym budżetem UE. Komisja Europejska na początku maja przedstawiła swoją propozycję kształtu nowej siedmioletniej perspektywy budżetowej. Zakłada ona całkowitą sumę zobowiązań w tym okresie na kwotę 1,279 bln euro, zaś sumę płatności na 1,246 bln euro. Płatności to sumy, jakie mają zostać wydane w konkretnym roku, zaś zobowiązania to sumy, jakie UE chce wydać w przyszłości. Na realizację polityki spójności przewidziano zaś 442 mld euro, w tym 372 mld euro na wydatki w zakresie spójności społecznej, gospodarczej i terytorialnej. Podziału na narodowe koperty jeszcze nie uzgodniono. Z własnych wyliczeń MIIR wynika, że w przypadku Polski cięcia w środkach na politykę spójności mogłyby sięgnąć nawet 10 proc. w stosunku do obecnej siedmioletniej perspektywy budżetowej. Główne powody cięć to brexit i konieczność znalezienia pieniędzy na nowe wyzwania, na przykład bezpieczeństwo czy migrację.

Parlament Europejski chce wyższych składek

Parlament Europejski stawia co do kształtu przyszłego budżetu bardzo wygórowane warunki. W przyjętym w marcu stanowisku negocjacyjnym europosłowie domagają się zwiększenia składek wnoszonych przez państwa członkowskie. Dziś jest to 1 proc. PKB. PE apeluje, aby było to 1,3 proc. PKB. Komisja Europejska proponuje tzw. wariant 1,1x, czyli składki na poziomie od 1,11 do 1,19 proc. PKB. Wiele z państw członkowskich wolałoby jednak pozostać przy 1 proc. Negocjacje nad nowymi Wieloletnimi Ramami Finansowymi UE powinny się zakończyć do maja 2019 r., czyli jeszcze przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Nie wiadomo jednak, czy uda się tego terminu dotrzymać.

Autor:Euractiv